No i super, ale powiedzcie mi - w którym miejscu trzymanie czegoś takiego miałoby być wygodniejsze czy sensowniejsze od trzymania czegoś co wygląda i zachowuje się jak miecz?
Ktoś chciał nadać więcej realizmu mieczowi świetlnemu i stwierdził, że promień musi być czymś ograniczony z obu stron :P
No i fajnie wiedzieć że korbacz to nie korbacz Zapamiętam.
Taak teraz jakbym prowadził sesję fantasy to bym sprzedawał graczom mnóstwo tanich korbaczy. Ciekawe który pierwszy wpadłby na pomysł, że coś jest nie tak :P
Wracając do mojego wcześniejszego pytania, to czy istnieje odmiana bata z ostrymi jak żyletki ostrzami wplecionymi między rzemienie?
Bodaj w "Johnnym Mnemonicu" występowała proteza kciuka z żyłką tak gorącą, że kroiła wszystko. Też ciekawy patent, no i realistyczniejszy od Lightsabera.
_________________ Nigdy nie jest tak źle, by gorzej być nie mogło... Gdy gorzej być nie może, to znaczy, że będzie lepiej...
Nocą ludzie śpią spokojnie w swoich łóżkach tylko dlatego, że na straży stoją mężczyźni o surowych obliczach, gotowi stosować przemoc w ich imieniu.
Te audire no possum. Musa sapientum fixa est in aure.
Taki bat nazywa się lamia o ile mi wiadomo. Jako broni zdaje się tego nie stosowano szerzej, ale jak ktoś mocno podpadł to czasem mógł czymś takim oberwać. Ewentualnie zamiast ostrzy dawano haczyki, lub w wersji delikatniejszej robiono węzełki.
_________________ "Istnieje takie słowo w nowomowie - rzekł Syme - którego pewnie jeszcze nie znasz: kwakmowa, czyli mówienie podobne do kwakania kaczki. Jest to jedno z tych ciekawych słów, które mają dwa przeciwstawne znaczenia. W odniesieniu do wroga stanowi obelgę; w odniesieniu do kogoś, z kim się zgadzasz, komplement." Rok 1984, George Orwell
Za to były często i gęsto uzywane na terenie obozów pracy, kamieniołomów itd. Zgadza się, trudno, żeby ktoś -jakiś samobójca chyba - chciał w bitwie walczyć biczem - jest to narzędzie do zadawania bólu bardziej, niż do zabijania. Narzędzie do zabijania musi mieć zdolność szybkiego unieszkodliwienia wroga, a nie być narzędziem tortur...
Baty, najlepiej są wykorzystywane przez twardogłowych komisarzy, poganiających własne wojsko - coś w stylu komisarzy. Dodając do tego, tendencję do siekania własnych uciekających ludzi, dostajemy niemalże nieustraszone wojsko ( lepiej iść do przodu, niż oberwać po łbie od własnego dowódcy ).
Ulubione bronie w grach fabularnych? Wszelka broń palna - może i jest niecelna i powolna ( za 3 strzały w środek wrót od stodoły, w czasie minuty, można dostać tytuł strzelca wyborowego ), ale za to potężna.
Jeśli idzie o bronie historyczne, to hakownice i rusznice są fajne. Ale do kontroli tłumu i CQC garłacze są bezkonkurencyjne. No i jeszcze półhaki do konnych ataków szturmowych...
_________________ Nigdy nie jest tak źle, by gorzej być nie mogło... Gdy gorzej być nie może, to znaczy, że będzie lepiej...
Nocą ludzie śpią spokojnie w swoich łóżkach tylko dlatego, że na straży stoją mężczyźni o surowych obliczach, gotowi stosować przemoc w ich imieniu.
Te audire no possum. Musa sapientum fixa est in aure.
Garłacze są też perfekcyjne w światach post-apo gdzie ciężko o amunicję. Do rury pakuje się wszystko, co się znajdzie pod ręką - potłuczone szkło, kamienie, gwoździe, obojętne.
Ale strzału czymś takim nie nazwałbym "kontrolą tłumu". ; )
Trzeba mieć odpowiednio duży garłacz i stać w odpowiedniej odległości od tłumu...
A tak BTW, to opisałem garłacz post-apo w którymś z moich dwóch Poradników Piromaniaka...
_________________ Nigdy nie jest tak źle, by gorzej być nie mogło... Gdy gorzej być nie może, to znaczy, że będzie lepiej...
Nocą ludzie śpią spokojnie w swoich łóżkach tylko dlatego, że na straży stoją mężczyźni o surowych obliczach, gotowi stosować przemoc w ich imieniu.
Te audire no possum. Musa sapientum fixa est in aure.
Wracając do mojego wcześniejszego pytania, to czy istnieje odmiana bata z ostrymi jak żyletki ostrzami wplecionymi między rzemienie?
Tak to była lamia. Używali ją ludzie Chapelle, novigradzka straż świątynna. Przewaga tej boni leżała w dystansie, na jakim była niebezpieczna, stąd też jej zabójcza skuteczność, na tyle duża, że w całym Kontynencie była to broń zakazana. O ile dobrze pamiętam to nawet Geralt robił w portki przy grupie uzbrojonych w to strażników.
Mam pod ręką książkę, więc dam nawet cytacik: "W rękach trzymali dziwnie wyglądające krążki, jak gdyby kawałki zwiniętych lin. (...)W większości znanych Geraltowi krajów wyrób i posiadanie kolczastej lamii, zwanej mayheńskim batogiem, było surowo zakazane. Novigrad nie był wyjątkiem. Geralt widział ludzi, których uderzono lamią w twarz. Twarzy tych nie sposób zapomnieć." - "Wieczny ogień"
A tu z podręcznika do wieśka, a co tam mam, to się chwalę:" Pomiędzy kolczaste pnącza tworzące splot wplecione są pięciocentymetrowe, stalowe kolce. Lamia jest niezwykle efektywna, jednak posługiwaniej się nią wymaga wielkiej wprawy. Baty mają długość (bez trzonka i końcówki) od 3 do 4 metrów. Egzemplarze używane prze straż Wiecznego Ognia są dodatkowo obciążone na końcu trzonka ołowianą głowicą"
Oberwanie czymś takim byłoby zaiście cholernie bolesne...
Co do mojej ulubionej broni to ręka mistrza gry/podziemi/narratora/bajarza, czy kto tam prowadzi.
Tak na poważnie to w klimatach fantasy to... zapomniany, niedoceniany, ale cholernie skuteczny (moim zdaniem to niemal jak wyżej opisana lamia) nadziak. Przy długości ostrza, tudzież kolca wystarczy trafić w niemalże dowolną część korpusu, aby, przy skierowaniu niszczycielskiego kolca w stronę śródpiersia, dziabnąć w drania w serce. Trafienie w kończynę powoduje ranę kwalifikującą kończynę "do amputacji" (albo wylewa się szpik kostny przebitej kości albo paraliż wskutek rozerwania mięśni/nerwów). W co się bydlak nie ubierze, ile żelastwa na siebie nie założy trafienie i tak kończy się prawie natychmiastową anihilacją. Nie mówię oczywiście o tych śmiesznych hiper-mega niezniszczalnych ciałach i pancerzach z dnd...
Zaś co do broni palnej to nic nie zastąpi dużego kalibru. Najlepsze jest działko 120mm -szybkostrzelne i... lepiej nie mieć w siebie wycelowanego.. śmierć będzie na pewno bolesna. Albo przy odpowiednich cechach Baretta... (ach ten mój snajper-nazista... ściągał ludzi przez cieńkie ściany.. z ponad kilometra.. robiąc w przeciwniku taaki otwór, że nie było czego kopać w ziemi..). Przydatna także jest pompka i ratujący dupsko pacanów wchodzących tam gdzie nie powinni - miotacz ognia, jeszcze nie sprawdzony przeze mnie napalm (imo bardzo prosty w przyrządzeniu).
Ale i tak nie zastąpiony przez jakąkolwiek broń (nie licząc tej pierwszej wymienionej, mg nie da się zatrzymać...) jest dobry plan, kreatywne podejście do sprawy i własna pomysłowość. Bez tego, czego nie mając w kaburze, kieszeni, pochwie, czy ręku, to i tak śmierć nadejdzie prędko. (Nawet nie wiecie jak boli granie przygłupem, kiedy reszta drużyny nie ma pomysłu... moje biedne pd za odgrywanie T-T)
Pięciocentrymentrowe, stalowe kolce w trzy-cztero metrowym biczu, tak? A jak się tworzy pole antygrawitacyjne aby dało się czymś takim zamachnąć?
I błagam, niech nikt nigdy nie twierdzi, że cokolwiek jest "skuteczne jak lamia", chyba że mówi o łyżeczce do herbaty.
Gdyby taki wynalazek jak lamia był w jakimkolwiek stopniu skuteczny, KTOŚ by czegoś takiego w historii używał. Mało tego - gdyby w ogóle używanie czegokolwiek biczopodobnego było skuteczne w jakiejkolwiek walce, to byłoby to używane.
Owszem, kontrola tłumu - super. Poganianie niewolników - rewelacja. Ale walka?
Jeśli już założymy, że mamy tak zwinnego i silnego gościa, żeby zmusić to ciężkie bydle do ruchu, mamy dwie opcje - albo gość, który tym oberwie jest martwy (rozległe rany szarpane i kłute - przy średniowiecznej medycynie nie ma możliwości by ranny przeżył), albo zasłoni sie tarczą. A wtedy martwy jest posiadacz lamii.
Mało tego - jeśli wrogów jest dwóch, gość walczący lamią ma niepowtarzalną okazję wyboru z ręki którego z nich chce zginąć. Tego drugiego zabije lamią, ale zanim jego broń będzie gotowa do ponownego użycia, ten wybrany wróg zdąży mu scyzorykiem wygrawerować na plecach pełną modlitwę do Boga Ojca.
W skrócie - lamia, fajna rzecz w heroic fantasy, albo groźna jednorazówka do odstraszania leszczy. Ale to nie jest broń. : )
Co do strzelania z Baretta z ponad kilometra - bardzo fajna opcja, ale spróbuj to powtórzyć uwzględniając trajektorię pocisku, wpływ wiatru, ciśnienia, etc., etc. : )
No i chciałbym zobaczyć szybkostrzelne "działko 120 mm". Myślę, że wojsko (każdego kraju) również. ; )
Pięciocentrymentrowe, stalowe kolce w trzy-cztero metrowym biczu, tak? A jak się tworzy pole antygrawitacyjne aby dało się czymś takim zamachnąć?
Co do strzelania z Baretta z ponad kilometra - bardzo fajna opcja, ale spróbuj to powtórzyć uwzględniając trajektorię pocisku, wpływ wiatru, ciśnienia, etc., etc. : )
No i chciałbym zobaczyć szybkostrzelne "działko 120 mm". Myślę, że wojsko (każdego kraju) również. ; )
1. Aż pole antygrawitacyjne nie jest potrzebne. Ale racja, bydle musi być cholernie ciężkie. Zapomniałem o tym ja i Sapkowski.. "Skuteczne jak lamia" już wykreślone ze słownika. ;P
2. Mówiliśmy o broni w RPG, a tu fizyka nie działa do końca jak należy.. Możliwe jest to jednak, są w dzisiejszych czasach i takie snajperki, że i z większej odległości się da.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach